Menu

Opowiadania pisane przez nastolatkę.

Hej, cześć, dzień dobry, dobry wieczór! Mam na imię Anna i mam 16 lat ale to wiek to tylko liczba. Na ten blog będę wstawiać moje opowiadania i historyjki. Więc chyba zapraszam do czytania i oceniania moich prac :)

Zamkowa Służąca. Rozdział IV

opwiastkianki
Od koronacji króla minęły już jakieś dwa tygodnie. Przez te tygodnie król zajmował się poznaniem co działo się wcześniej. Dużo tego było. Często prosi mnie bym przyniosła mu kawy, wtedy siedzi do późna myśląc nad tym wszystkim. Nie tylko król ma głowę zakrzątną myślami. Cały czas się zastanawiam kim jest tamten mężczyzna… Pierwszy raz go widziałam.
-Halo Natasha, słuchasz mnie? – Podniosłam głowę i przez przypadek stłukłam szklankę. Rozkojarzona rozejrzałam się po pomieszczeniu, byłam w komnacie penej książek, takiej bibliotece zamkowej. Spojrzałam na Tymona, medyk, przychodzę do niego w wolnych chwilach by się czegoś więcej się nauczyć. I tak luksusem jest, ze potrafię czytać i pisać. Mało ktora dziewczyna w moim wieku to potrafi. I to przez rządy Ivanhoe, chciał by jak najmniejsza ilość królestwa potrafiła chociażby czytać, jak już to potrafiąc swój podpis co tyran wykorzystywał. Ludzie zgadzali się na coś o czym nie mieli zielonego pojęcia.
-Tak, słucham ciebie. - powiedziałam po chwili.
-No to o czym mówiłem? - Spojrzałam po stole, leżały otwarte książki, tylko nie widziałam tytułów.
-No… o… em… - Spuściłam głowę.-wybacz zamyśliłam się.- mruknęłam wstając i zaczęłam zbierać kawałki szkła z podłogi.
-Aj Natasha, dam ci dziś już spokój, po jutrze znów się tu widzimy. Dobrze? - Uśmiechnął się milo do mnie, odwzajemniłam gest i wyszłam z kawalkami szkła. Wyrzuciłam je w kuchni gdzie mama szykowała obiad. A może mama by wiedziała, ona zna wszystkich.
 
-Mamo, bo na balu… - Zaczęłam.
-Oh, pięknie tańczyłaś wtedy z królem. Byłam taka dymna. - Odetchnęłam cicho.
 
-Chciałam się zapytać,czy znasz tamtego mężczyznę, był bardzo elegancko ubrany, miał ciemną karnacje – Mama na chwilę przestała mieszać zupę. Zastanowiła się chwilę. 
-Był ktoś taki? Nie zauważam. Jedyną osobą, która ma ciemna karnacje i ja znam to Ivanes.
 
-A… dobrze, to ja pójdę chwilę pomóc przy koniach Filipowi dobrze? - Mama tylko przytaknęła.
   Nie zna go… Poszłam w stronę stajni a potem skręciłam w prawo do rzeczki. Przysiadłam na jednym z kamieni. Wpatrywałam się w ryby które pływały sobie beztrosko w wolno płynącej wodzie w rzece, ale… Po jakimś czasie zaczęły odpływać, bardzo szybko odpływać. Podniosłam głowę, w krzakach coś poruszyło się… Zamarłam od środka. Nie mogłam się ruszyć. Co tam jest? Może ktoś… Zaczynam się bać. Nawet nie mogę nie powiedzieć. Zaczynam się bać, i to nie na żarty. Usłyszałam warczenie.
O nie, nie, nie, co tu robią wilki?! O tej porze. Moje serce zaczęło mi tak mocno bić, że chyba zaraz mi wyskoczy. Przecież, wilki nigdy nie wychodziły dalej niż pięć metrów od skraju lasu.
 
Cisza.
Okropna cisza….
Tylko wiatr zaśpiewał krótką melodię.
 
Na prawdę krótką, i tak delikatną jakby chciał uspokoić cały świat.
 
Mnie uspokoił. To mu się udało.
 
Zeszłam powoli z skałki, ale nadepnęłam na coś…
Gdy zobaczyłam co to zaczęłam się cofać, a raczej chciałam się cofnąć, przewróciłam się przez skałkę i wpadłam do rzeczki. Sycząca gadzina wiła się w moją stronę. Podobnego węza opisywał mi to wąż z gatunku roven, jadowite… Jeśli mnie ugryzie będę miała tyko niecałe trzydzieści minut na pomoc… droga do zamku zajmuje jakieś piętnaście… może dłużej. Nie mogę uciec do lasu. Zostaje mi tylko biec rzeką. Zawsze coś. Podniosłam się i zaczęłam iść bokiem w rzece, sięga ona mi do połowy łydek. Przełknęłam ślinę widząc jak spod skałki wydostaje się drugi. Jak zacznę biec one mogą mnie dogonić… są szybkie. Może uda mi się. Zaczęłam biec, po kilku metrach wybiegłam z rzeki i zaczęłam biec w górę rzeki, tam gdzieś jest pomost, udami mi się nim przebiec i umknąć. Usłyszałam jak coś przebiega przez rzekę i z warkotem biegnie za mną. Pięknie Natasha! Może ugryzienie przez weża nie było by takie głupie gdyby nie fakt, że teraz godni ciebie wilk! Przymknęłam oczy biegnąc dalej. Poślizgnęłam się na mokrej trawie i przez mokrą suknię, odwróciłam się i zobaczyłam go. Był brązowy, ciemnobrązowy… z czarnymi ślepiami. Patrzał na mnie podchodząc. Zaczęłam się cofać. Po prawej syczą węże… one nie zrezygnują z posiłku. Już myślałam, że wilk rzuci się na mnie i rozszarpie mnie. To się nie stało. O dziwo. On rzucił się na węże, które były blisko. Próbowałam wstać ale moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Patrzałam jak wilk rzucił jednym wężem na drugi brzeg rzeki  a ten się nawet nie ruszył. Drugi, leżał już martwy z ogromną raną po pazurach.
-Boże, ratuj… - szepnęłam. Łza spłynęła po moim policzku gdy widziałam jak wilk znów się zbliża. Otworzył swoją paszczę pokazując kły. Zamknęłam oczy czekając na ból, to nie nastąpiło.

© Opowiadania pisane przez nastolatkę.
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci